Po chwili przyjechało po naszą dwójkę czarne auto. Miało przyciemniane szyby, a całe błyszczało.
- Wsiadaj! - powiedział i wepchnął mnie do auta.
- Auuuu, może trochę szacunku do kobiet - on spojrzał na mnie dziwnie i zaczął się śmiać.
Całą drogę jechałam z tyłu, obok mnie był on by patrzył, czy czegoś nie odwalam, a z przodu jego kolega, jak się dowiedziałam Louis.
- Styles, co ty do cholery wyprawiasz! Tyle razy ci już dupę ratuję, a ty nadal swoje!
On nie reagował, tylko patrzył się na mnie. Długo się patrzył, całą drogę. W końcu auto się mocno zatrzymało, a chłopak kazał mi wysiadać.
- Idę uspokoić chłopaków - rzekł Lou, i poszedł do drzwi.
- Słuchaj skarbie. Udajesz moją dziewczynę czy chcesz czy nie. Jeżeli odwalisz cokolwiek lub powiesz chłopakom prawdę zginiesz jednym strzałem, rozumiesz?
Zatkało mnie. Boję się go.
- Pytałem czy ROZUMIESZ?!
Nie miałam siły odpowiedzieć, tylko pokiwałam głową znacząco.
- Widzisz, grzeczna dziewczynka. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Nasze ręce się splotły, a ja poczułam jego ciepły dotyk.
Podeszliśmy do drzwi. Harry (tak miał na imię, przynajmniej tak na niego mówią) otworzył drugą drzwi i weszliśmy. Poczułam ciepło, a słyszałam głosy min. 3 nowych osób. Wszyscy się gonili. Blondyn gonił mulata. Mulat gonił Lou. A jeden z nich siedział i rozmawiał przez telefon. Po chwili poczułam wzrok wszystkich na mnie.
- Chłopacy to moja nowa dziewczyna Lauren. - chłopacy spojrzeli na mojego "chłopaka" a potem podeszli do mnie i zaczęli się przedstawiać.
- Mów mi Zayn - powiedział mulat i zrobił minę "Jeeees biczys"
- Jestem Liam. Witaj. Naprawdę cieszę się, że mogę cię poznać. Wyglądasz na sympatyczną osobę. Na pewno cię polubię. - uśmiechnął się i chciał kontynuować dalej, ale przerwał mu blondyn.
- Niall - podał mi rękę
Spojrzałam przerażona na Louisa.
- A mnie chyba już znasz. - kiwnął głową a ja się uśmiechnęłam.
Usłyszałam dźwięk telefonu. Spanikowałam. Wyjęłam telefon. To mama. Musiałam odebrać, choć czułam, że Harry z tyłu mi nie pozwala. Kliknęłam zieloną słuchawkę.
- Hej mamuś - powiedziałam lekko przestraszona konsekwencji
- Hej, co u ciebie?
- Bardzo dobrze, jestem u... swojego chłopaka.
- Masz chłopaka?
- Tak mamo, nie wygłupiaj się, że nie wiesz - udałam - Ja kończę, pa
Rozłączyłam się.
- To my idziemy - powiedział Harry
- Tylko nie bądcie za głośno - powiedział Zayn i się zaśmiał, a ja spaliłam się ze wstydu.
On mnie zabiję.
Myślałam tylko by ktoś mnie znalazł lub uratował.
On zamknął drzwi i od razu zaczął:
- Co to było? Jakim prawem odebrałaś?!
Nie odpowiedziałam.
- No gadaj!
- Czy - zaczęłam niepewnie - czy nie uważasz, że lepiej by było gdybym uspokoiła moją mamę, że wszystko w porządku, niż by ona zadzwoniła na policję, a ciebie zamknęli - on stał i się na mnie patrzył - Przecież nie powiedziałabym że mnie porwałeś, bo byś mnie zabił. A ja chcę pożyć.
- Już teraz nawet nie pożyjesz zbyt długo, kotku - złapał mnie i położył obok ściany a moje serce zaczęło bić strasznie szybko. Chciał bym patrzyła mu w oczy, ale ja odwracałam głowę. W końcu złapał moją brodę, tak więc musiałam na niego patrzeć. On patrzył głęboko w moje oczy. Jego tęczówki szukały w moich uczucia. Przyznam, że jego oczy były naprawdę cudne.
W końcu zaczął do mnie przybliżać moje usta. najpierw musnął moje, potem zaczął szyję. Próbowałam się wydostać, ale to na marne. Chłopak w końcu polizał mój kark. W pewnym momencie się do niego przyssał. ŚWIETNIE. Robił mi malinkę. Staliśmy w tej pozycji gdzieś około 5 minut i pewnie stalibyśmy jeszcze dłużej, ale Lou mu przerwał. Dziękowałam Bogu za to, bo ból był nie do zniesienia.
- Styles kurde, co ty robisz?! - wydarł się, "odczepiając" go ode mnie.
Chłopak puścił a ja upadłam na ziemię. Kuliłam się ze strachu, bo jeszcze 5 minut i pewnie by mnie gwałcił.
- ZAYN!! NIALL! LI!!! CHODZIE!! - odezwał się Tommo. chłopacy szybko weszli.
- Proszę weźcie na chwilę Stylesa i go uspokójcie, by domu nie rozwalił. - powiedział i podszedł do mnie.
Kucnął pogłaskał mnie i wziął moją rękę.
- Chodź, pomogę ci - powiedział a ja poszłam za nim. Zaraz za drzwiami zaczął.
- Kurczę, przepraszam za niego. Chłopak się wplątał w czarny interes i... już taki jest.
Ja nadal siedziałam wystraszona. Chłopak poszedł.
Po chwili wrócił z apteczką. Otworzył ją i wyjął jakąś maść. Wziął trochę na palec i wsmarował ją w kark.
Tego trzeba mi było.
- Spojrzał na mnie. Trzęsłam się. I z zimna i ze strachu. Boje się. Boję się ich wszystkich.
Stargate Secrets
sobota, 24 sierpnia 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Prolog
Wyjęłam moje różowe buty i przejrzałam się w lustrze. Nie wiem czy ten strój pasuje na rozmowę o pracy... Spojrzałam na zegarek.
- Dobra, muszę już iść - pomyślałam sama do siebie. Wzięłam kluczyki do auta. Drugimi zaś zamknęłam dom. Potem wsiadłam do niego.
Po 10 minutach byłam już przy kawiarni niedaleko miejsca mojej rozmowy. Czekało mnie już tylko 5 minut drogi pieszo co było lekko męczące w tych butach. Wyszłam zza rogu i szłam ciemną, pustą i bardzo zaniedbaną ulicą. Nagle usłyszałam jakiś męski głos.
- Jeżeli tego nie zrobisz, zabiję cię jednym strzałem! - usłyszałam
Moje serce nagle przestało bić, a po chwili biło tak szybko, że prawie mi wyskoczyło.
Przeszła mnie fala przerażenia. Słyszałam jeszcze dźwięk kopania i bicia. O niczym nie myślałam.
W tym momencie zaczęłam biec ale na marne.
- A ty gdzie? - powiedział chłopak, który mnie złapał za nadgarstek. Nawet nie zmęczył się tym bieganiem.
Ujrzałam jego duże, zielone oczy przy moich.
- Teraz, to jesteś już moja.
Spanikowałam, ale od razu przypomniał mi się kurs obrony. Raz się żyje.
- NA PEWNO NIE! - krzyknęłam po czym walnęłam go moim obcasem w buta. Chłopak zwinął się z bólu. Znowu zaczęłam biec przed siebie.
Biegłam, biegła a on za mną.
Ja skręciłam i on też.
Biegliśmy aż w końcu zobaczyłam ślepą uliczkę i usłyszałam tylko jego złowieszczy śmiech.
Płacząca i zdesperowana odwróciłam się. Znowu go ujrzałam. Przyznaję, że bałam się jak nigdy w życiu. Uśmiechnął się widząc mój strach. Robił krok w przód a ja w tył. W końcu poczułam zimną ścianę.
Podszedł do mnie i szepnął.
- Miałem rację. A ja ZAWSZE mam rację.
Wiedziałam, że już po mnie.
- Dobra, muszę już iść - pomyślałam sama do siebie. Wzięłam kluczyki do auta. Drugimi zaś zamknęłam dom. Potem wsiadłam do niego.
Po 10 minutach byłam już przy kawiarni niedaleko miejsca mojej rozmowy. Czekało mnie już tylko 5 minut drogi pieszo co było lekko męczące w tych butach. Wyszłam zza rogu i szłam ciemną, pustą i bardzo zaniedbaną ulicą. Nagle usłyszałam jakiś męski głos.
- Jeżeli tego nie zrobisz, zabiję cię jednym strzałem! - usłyszałam
Moje serce nagle przestało bić, a po chwili biło tak szybko, że prawie mi wyskoczyło.
Przeszła mnie fala przerażenia. Słyszałam jeszcze dźwięk kopania i bicia. O niczym nie myślałam.
W tym momencie zaczęłam biec ale na marne.
- A ty gdzie? - powiedział chłopak, który mnie złapał za nadgarstek. Nawet nie zmęczył się tym bieganiem.
Ujrzałam jego duże, zielone oczy przy moich.
- Teraz, to jesteś już moja.
Spanikowałam, ale od razu przypomniał mi się kurs obrony. Raz się żyje.
- NA PEWNO NIE! - krzyknęłam po czym walnęłam go moim obcasem w buta. Chłopak zwinął się z bólu. Znowu zaczęłam biec przed siebie.
Biegłam, biegła a on za mną.
Ja skręciłam i on też.
Biegliśmy aż w końcu zobaczyłam ślepą uliczkę i usłyszałam tylko jego złowieszczy śmiech.
Płacząca i zdesperowana odwróciłam się. Znowu go ujrzałam. Przyznaję, że bałam się jak nigdy w życiu. Uśmiechnął się widząc mój strach. Robił krok w przód a ja w tył. W końcu poczułam zimną ścianę.
Podszedł do mnie i szepnął.
- Miałem rację. A ja ZAWSZE mam rację.
Wiedziałam, że już po mnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)